Skip to content

urodziny bloga

16go maja obchodziłabym czwarte urodziny bloga. Obchodziłabym, gdyby nie szereg rzeczy, które zaniedbałam, o których nie wiedziałam, na których się nie skupiłam. Blog jest, funkcjonuje, wyrzucam na nim czasem swoje przemyślenia i czuję trochę, że mój jest ten kawałek podłogi i to miłe uczucie mieć to miejsce w sieci, choć moje serce skupione jest już na czymś zupełnie innym.

Na tę okazję zrobiłam sobie listę rzeczy, których podjęłam się lub które stworzyłam / wykonałam przez te cztery lata. Lista nie jest krótka i jest to dla mnie powód do dumy. 

Bo jeśli pojawiają się w głowie myśli, że „nie udało mi się”, bo włożyłam w to wszystko więcej serca niż rozumu, to mam namacalny dowód na to, że czegoś się jednak nauczyłam. 

Dwa, bo przełom kwietnia i maja to dla mnie zawsze największe odkrycia w całym roku: to właśnie rok temu porzuciłam Norwegię. Dokładnie w połowie maja widziałam się z moją przyjaciółką na warszawskim pho – gdzieś między kręceniem filmów, rozmowami o pracę, a dogadywaniem mieszkania – teraz lokalne pho mam za rogiem. I planuję kolejne podróże. I dziś wspominam jak się dusiłam przez te ostatnie lata w Norwegii, dziś wiem czym to przypłaciłam, ale przynajmniej raz w tygodniu dociera do mnie chociaż jedna rzecz, której nauczyłam się w tamtym czasie, a która przydaje się do budowania Nowego. I wiem, że kilka rzeczy będzie prostszych, bo byłam tam, już raz to zrobiłam. Choć nadal łatwo nie będzie i czeka nas jeszcze mnóstwo pracy.

A najważniejsze w tym wszystkim jest to, co powtarza mi w kółko mój najwierniejszy fan, mój Mąż: „dzięki temu jesteś tu, gdzie jesteś”. Bo to dzięki tym potyczkom i próbom i porażkom, robię dziś filmy. I wiem, że chcę to robić. Mam nadzieję, że już zawsze.

Być może chciałabym zakończyć czymś kosmicznie motywującym, czymś, co sprawi, że od razu weźmiesz się do roboty, ale nie. Napiszę Ci: to nie nasze osiągnięcia i wielkie sukcesy sprawiają, że uczymy się więcej, lepiej, mocniej. To błędy i potknięcia wskazują nam drogę. I strach. Rób to, czego się boisz. Zakasaj rękawy i daj z siebie wszystko, mimo wszystko.

Powodzenia,

K.

 

ps / jak byłam młodsza, wpadł mi w ręce utwór N.O.H.A „Dive in your life” i szalenie mi się spodobał. długo jednak nie rozumiałam jak to się robi. do dziś. zdjęcie to pamiątka ostatnich dni w Norwegii, maj 2017. cheers, Norway! 

ps 2/ mam jeszcze jeden pomysł jak zamknąć rozdział mojego życia pt. „mój mały blog kulinarny”. mam nadzieję dokonać tego jeszcze w tym roku, a będzie to coś fajnego, więc zostań tu ze mną! ok bye! 

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *