Skip to content

tu i teraz.

Jest wieczór. Ciepłe światło z żarówek rozmywa się na ścianach i słychać tylko szum samochodów za oknem. Siedzę przy moim biurku barowym, edytuję najświeższe zdjęcia i przypominam sobie, że już jakiś czas temu miałam oczyścić laptopa ze starych rzeczy. Więc przeglądam, klikam, otwieram, czasem się dziwię, a czasem tylko wyrzucam. Znajduję dwa zdjęcia. I mam w głowie bitwę na dwa głosy: 

Kiedyś mieliśmy dom. Był taki nasz, było ciepło, byli goście i przestrzeń na wszystko. 

Nigdy nie czułaś się tam dobrze. 

Źle nam tam było? Był taki spokój i tyle pięknej natury wokół! 

Dusiłaś się tam. 

Chodziliśmy do lasu.

Wkurzałaś się prawie codziennie. 

Tak świetnie mi tam szło bieganie! 

Nigdy nie wyznaczyłaś granicy z sąsiadką i ograniczyłaś swoje życie do domu i pracy. W domu.

 

 

Wychodzę trzaskając drzwiami. Jest późno, jestem wkurwiona. Po raz kolejny pokłóciliśmy się o jakąś pierdołę, to studio jest jednak za małe na nasze temperamenty. Idę przez osiedle szybkim krokiem. Oddycham głęboko, wyobrażając sobie, że palę, bo przecież medytacja i palenie mają ze sobą mnóstwo wspólnego. Uspokajam się trochę, wyciszam, łapię myśl i w moment prawie płaczę. Zwalniam. Myślę sobie: 

Chcę do domu, chcę do Norwegii, chcę do Polski, chcę do Mamy.

Wiem, że tak naprawdę chcę wrócić do czegoś, co znam, chcę, żeby choć przez chwilę było łatwiej. Wiem, że oboje jesteśmy zestresowani i oboje chcemy, żeby wszystko już się ułożyło. Chcę poczuć się swobodniej, pewniej, odetchnąć z ulgą. Chcę poczuć się jak w domu i wiem, że dom to przecież stan umysłu. 

Dom to przecież M. A to nad czym muszę pracować to moje granice i poczucie wartości. 

Więc siedzę na schodach i gapię się w księżyc. I chłonę chłodne już powietrze i próbuję zapisać ten moment w pamięci, w zakładce „nowy dom”, bo wszystko jest przecież kwestią decyzji. Jeszcze trochę, mówię sobie, jeszcze trochę i obiecuję sobie znów doceniać to, co tu i teraz. Doceniać drogę i cały ten proces. Bo przecież tego chciałam. Przecież dwa lata temu tak bardzo chciałam być tu, gdzie jestem dziś. 

 

 

ps / zdjęcia: viabirdie.com

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *