Skip to content

tłusty czwartek bez glutenu, bez nabiału

Na wstępie podkreślam: żaden ze mnie znawca pączków. Nie lubię i nie praktykuję od kilku już lat. Ale faworki! Faworki to już zupełnie coś innego! N a j l e p s z e  w formie ‚mrowiska’ (przepis litewski) – ułożone w stożek, polane miodem, posypane orzechami i makiem. Jeśli życie (tudzież: wakacje) zagonią Cię kiedyś na północno-wschodni kraniec Polski – uderzaj do Puńska na mrowisko! I czenaki, ale o tym już innym razem.

W tym roku wcale nie planowałam specjalnych przepisów z okazji czwartku. Jeszcze w zeszły wtorek pisałam do swojej przyjaciółki:

 you know me

nie lubię pączków

ani nic w sumie z tych tłustoczwartkowych przygód

Blah. Pączki.

X-( 

A jednak.

Dwa dni temu, na fanpage Strawberries from Poland zobaczyłam zdjęcie rozetek, tym samym przypominając sobie, że w którejś z szuflad upchniętą mam foremkę w kształcie gwiazdki! Taką metalową, na zagiętej rączce. I że nigdy przenigdy jej nie użyłam! (No dobra, raz, ale przyozdabianie makowca się nie liczy). A te gwiazdki na zdjęciu tak pięknie wyglądały! Zajrzałam więc do przepisu Ani, zamieniłam mleko na roślinne, mąkę na miks bezglutenowych, a cukier na.. syrop z daktyli. Po oryginał przepisu odsyłam TUTAJ.

 

ROZETKI BEZGLUTENOWE, BEZMLECZNE

3/4 szklanki mąk bezglutenowych: ryżowa + skrobia ziemniaczana (w proporcji 2:1)

szczypta soli

2/3 łyżki syropu z daktyli (lub z winogron, lub każdego innego)

1 jajko

pół szklanki ‚mleka’ roślinnego (ja użyłam sojowego waniliowego, więc nie dodawałam już aromatu)

opcjonalnie: aromat waniliowy

 

Wymieszaj mąki i sól, dodaj syrop i jajko i mieszaj dodając stopniowo mleko. Ciasto będzie miało konsystencję naleśnikowego, ja zrobiłam trochę gęstsze (dałam prawie całą szklankę mąki) i dalej było super, i ładnie się smażyło.

Mówiąc o smażeniu: użyłam oleju słonecznikowego, bo taki akurat był pod ręką. Zagrzałam go porządnie w małym garnuszku (takie 5cm na wysokość, powiedziałabym), zagrzałam w nim foremkę, strzepałam porządnie, zanurzyłam w cieście – do połowy jej wysokości! – i smażyłam przez około 20 sekund (aż były ciemnozłote). Ciastko po usmażeniu, nie schodzi samo z foremki, trzeba mu pomóc delikatnie widelcem/łyżką. Jeśli pierwszych kilka Ci się przykleja do foremki – nic się nie martw! – zagrzej olej mocniej, potrzymaj dłużej foremkę w nagrzanym oleju i dobrze strzep nadmiar. Jeśli olej zostaje na foremce – ciasto Ci spłynie lub się nie przyklei. A jeśli foremka jest dobrze nagrzana, ciasto aż syczy jak ją w nim zanurzasz. Jeśli robisz je dość szybko, nie musisz też zanurzać foremki w oleju za każdym razem – zdejmujesz gotową gwiazdkę i od razu szykujesz nową.

Uff! To chyba już, napisałam wszystko czego dowiedziałam się przez te dwa dni smażenia! Teraz czas na:

 

 

PIECZONE BEZGLUTENOWE PĄCZKI

z przepisu Jadłonomii. Po przepis odsyłam na stronę Marty, a poniżej moja wersja (EDIT z dn. 23.02):

Ponieważ rano okazało się, że z pączków wyszły gnioty (smaczne, ale gnioty), zawzięłam się i zrobiłam je od zera, po swojemu. 

 

1/4 kostki świeżych drożdży (kostka 50g)

100 ml ciepłego mleka

2 szklanki mąki – ryżowa + skrobia ziemniaczana + ciemna jaglana, 2:1:1

szczypta soli

2-3 łyżki syropu z karobu (każdy inny też sie nada)

2 banany – puree

1-1,5 łyżki masła roślinnego

ciepła woda

 

Przede wszystkim: bezglutenowe ciasto rządzi się swoimi prawami i nie należy powtarzać przepisów z mąką pszenną jeden do jednego.

Zacznij od drożdży i mleka: jak się spienią to znak, że to już. W misce wymieszaj mąki, sól, syrop i dodaj pianę drożdżową. W ten sam kubek dolej trochę wody i znów dolej do ciasta (takie 1/3 kubka na początek). Teraz ciasto będzie jeszcze dość gęste, dodaj puree z bananów, zamieszaj, dodaj masło, zamieszaj. Jeśli nadal jest bardzo gęste – dolej więcej wody. Moje ciasto było dość klejące, ale dość zbite, miało jak oddychać, że tak powiem. Po godzinie w ciepłym miejscu uformowałam kulki (można się zabawić z donutami), – ważne! – posmarowałam je z wierzchu olejem i piekłam ok 20 minut w 180st. Bułko-pączki są super miękkie w środku (dalekie od zakalca), i bardzo super chrupiące z zewnątrz. I nie, nie czuć bananów.

Można zrobić polewę, można lukier. Ja cały przydział cukru już zużyłam, więc polałam syropem z daktyli i sypnęłam płatkami kokosowymi.

 

Polecam, Katarzyna Anielak.

 

 

PS/ zdjęć oficjalnie już udekorowanych pączków wyczekuj jutro na moim Facebooku i Instagramie. Do zobaczenia!

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *