Skip to content

pasztet z zielonej soczewicy

Proszę Państwa, oto pasztet.

Rok temu, kiedy jeszcze mieszkaliśmy na norweskiej wsi, nasza przemiła sąsiadka przynosiła mi książki i magazyny co bym mogła poczytać i pouczyć się języka. Czytałyśmy więc „Narnię”, artykuły w gazetce i od czasu do czasu, z okazji Świąt lub innych wydarzeń, zabierałyśmy się za przepisy i inne tradycje. I tak razu pewnego w me ręce trafiła książka z 1984 roku, ‘Vegetarisk kokebok’ by Inga-Britta Sundqvist, z przepisami wegetariańskimi, ale było w niej też mnóstwo opcji wegańskich. Ten tutaj to oryginalnie przepis na kotlety, który wsadziłam w foremkę i zapiekłam. Wyszedł nie tylko smaczny, ale też dość mokry i nie rozpadający się. Bardzo sycący, muszę powiedzieć.

Jeśli jesteś tu ze mną już jakiś czas to wiesz, że lubię kuchnię roślinną i tego typu rzeczy z mojej strony nikogo już nie dziwią. Ale jeśli moja najbliższa przyjaciółka- która od mięsa nie stroni- robi ten pasztet średnio raz na dwa miesiące to chyba dobra rekomendacja, prawda?

Polecam kiedy nie masz nic na kanapki. I na stół Wielkanocny, jako alternatywę dla mięs też polecam.


PASZTET SOCZEWICOWY

2 szklanki ugotowanej zielonej soczewicy

2 duże ziemniaki (ugotowane)

cebula + czosnek (kilka ząbków)

upieczona marchewka*

2 łyżki zmielonego siemienia lnianego (+ 6 łyżek ciepłej wody)

olej roślinny – w sumie z pół szklanki (do smażenia i do ciasta)

2-3 łyżki mąki bezglutenowej lub skrobi

tymianek lub majeranek, liść laurowy, sól, pieprz i wędzona papryka

 

Cebulę podsmaż na oleju, dodając liście laurowe i czosnek. Nie sól, bo zgorzknieje (dziwne słowo!). Przestudź. Siemię lniane namocz chwilę, aż powstanie glut. Papryka wędzona jest istotnym składnikiem i robi różnicę. Prawdę mówię.

Wszystkie składniki łączyłam i za pomocą blendera i używając maszynki do mielenia. Śmiem twierdzić, że druga opcja jest nawet lepsza, ale blender też da radę. Masa będzie gęsta (jak na kotlety fasolowe na przykład), dodaj ulubioną mąkę bezglutenową jeśli jest za mało zbita. Wyłóż do foremki wyłożonej papierem do pieczenia i piecz ok 50 minut w 170 (góra-dół, bez wentylatora). Najlepiej, jeśli zostawisz pasztet w tym ciepłym piekarniku do rana.

*Marchewkę możesz zastąpić jakimś słodzikiem – miodem lub odrobiną syropu z agawy, dla wyrównania smaków.

 

Jest pycha z masłem roślinnym i musztardą, z jaglanym majonezem z wasabi i sam, bez niczego. Skórka chrupie, środek jest mokry. Pasztet idealny.

 

To co? Wesołych Świąt Wielkanocnych!

K.

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *