Skip to content

kalarepa razy dwa

Co najczęściej robisz z kalarepą, jeśli nie zjadasz jej na surowo?

A co jeśli tym razem udusisz ją w śmietanie? Uu, śmietana brzmi tak tłusto, lepiej nie! Weź wegańską. Taką owsianą na przykład, na przykład od Oatly. Jest roślinna, naturalnie bez laktozy. A! I się nie ścina. Możesz ją dusić ile dusza zapragnie (ale lepiej krócej, póki jeszcze kalarepa będzie krucha).

I co, sam koperek do tego? A co, jeśli powiem Ci, że ze smażonym na szybko, fajnie przyprawionym tofu jest lepsze? Bo masz dodatkowy element smakowy, zróżnicowaną konsystencję całego dania i pełnowartościowe białko. I dopiero teraz koperek!

A co, jeśli zrobimy frytki z kalarepy? Mogą być też chipsy, jeśli lubisz smażyć rzeczy w głębokim oleju (ja nie lubię). Ale znów: same chipsy? Chodź, zrobimy dip z tofu, śmietany i szczypiorku.

A co, jeśli Ci posmakuje?

 

kalarepa w śmietanie

Potrzebujesz:

kalarepy 

tofu naturalnego

śmietany owsianej (Oatly*)

* przypraw (sól, pieprz, kumin, papryka wędzona, chilli lub tabasco, pół cytryny, olej)

* szczypiorku i świeżego koperku

 

KALAREPA RAZ

Duszona ze śmietaną, przyprawiona tylko solą i pieprzem. Zajęło mi to ok 10 minut – ma być jeszcze chrupka w środku. Do tego, w międzyczasie przyprawiasz tofu: sól, chilli lub tabasco, kumin (nie kminek!), wędzona papryka, olej i krótko smażysz na patelni. I koperek.

KALAREPA DWA

Jak pokroisz w ładne słupki, przypraw olejem i solą (+- pieprz). Będzie się piekła 10-15 minut, możesz pod koniec włączyć wentylator z grzaniem od góry – u mnie szybciej się dzięki temu opaliła na złoty brąz. Do blendera wrzucasz tofu (jakieś 100g?), 2-3 łyżki śmietany (dodaj więcej, jeśli trzeba, stopniowo), sok z cyrtyny i sól. I bardzo dużo szczypiorku, ma być zielono.

 

Średniej wielkości kalarepa wystarczy na jedno danie dla jednej osoby – to samo tyczy się obu przepisów.

 

*Oatly szukajcie w Piotrze i Pawle. Tam na pewno mają mleko (potwierdzone info), śmietany mogą być w lodówkach. OBY! Są super, lubię ich. Poczytajcie tylko ich opakowania (#miłość)!

Bawcie się dobrze!

K.

tofu dip

kalarepa

 

bezglutenowy biszkopt i tofu-mascarpone

Proporcje nie są moją mocną stroną. I nie chodzi tu o matematykę, ile o zaufanie do tego, co napisane. Zawsze muszę coś zmienić – zmiejszyć ilość cukru (bo na pewno za słodkie!), wymieszać mąkę (bo sama ryżowa to nuda straszna), dodać coś od siebie (olej kokosowy to mój faworyt). Pewnie dlatego nie najlepsza jestem w ciastach. Ani bułkach. I pewnie z tego samego powodu skusiłam się na ten półprodukt Celiko (biszkopt bezglutenowy – recenzja na moim Facebooku, pod zdjęciem ‚17th May’). A potem to już samo poszło. Ciasto nie wyszło, dostałam komentarz od Marty* jakie proporcje powinnam zastosować, znalazłam drugą stronę, w której wiedza o biszkopcie jest mooże trochę zbyt zaawansowana jak na moje zaangażowanie, ale.

Na koniec zadzwoniłam do Mamy. Przecież Mama to najlepszy szef kuchni!

W międzyczasie wymyśliłam krem. I mam już w głowie kolejny. I kolejny przepis na biszkopt. I to nieważne, że brzuch mi pęka od próbowania!

biszkopt domowy bezglutenowy

BISZKOPT BEZGLUTENOWY

(na podstawie przepisu mojej Mamy i sugestii Marty*. Dzięki dziewczyny!) 

bez glutenu, bez nabiału, zawiera jaja

———————————————

5 jajek

2/3 szklanki cukru

szklanka mąki: ryżowej + kukurydzianej (może być też z tapioki lub orkiszowa jeśli bez przenicy)

3 łyżki skrobii: ja użyłam ze słodkiego ziemniaka, ale może być zwykła ziemniaczana

pół łyżeczki proszku do pieczenia (to z braku zaufania do własnych umiejętności, same jajka powinny wystarczyć) 

Nagrzej piekarnik do 150/160 stopni. Ubij jajka z cukrem na parze: mają być puszyste i jasnożółte. Stopniowo dodaj mąkę (z proszkiem, jeśli zdecydujesz się go użyć) i skrobię. Piecz ok 40 minut (jeśli nie wiesz czy już: weź wykałaczkę, nakłuj ciasto i sprawdź czy końcówka jest sucha), daj chwilę postać w ciepłym jeszcze piecu i dopiero wyjmij.

tofu mascarpone

tofu krem do tiramisu

KREM DO TIRAMISU

(eksperyment własny) 

bez nabiału, zawiera jaja 

——————————

300g tofu naturalnego

sok z pół cytryny

mleko kokosowe 3-4 łyżki – dodawaj stopniowo, masa ma być gęsta

olej roślinny, delikatny w smaku, ok 2 łyżek

łyżka cukru do smaku

Wrzuć tofu do blendera kielichowego, zalej sokiem z cytryny, dodaj 2 łyżki mleka i olej. Jeśli blender się przycina – dolej mleko. Mieszaj aż masa będzie gęsta ale gładka.

+ 2 żółtka ubite na parze z 3-4 łyżkami cukru – później stopniowo dodajemy nasze mascarpone z tofu, delikatnie to razem łącząc

Wiecie co dalej? Kawa + alkohol – moczymy biszkopty, układamy warstwę, na to krem i kakao i druga wartswa. Schłodzić, wytrzymać kilka godzin póki się smaki nie połączą i – łyżki w ruch! Smacznego!

K.

* Z Martą pływałam na żaglach, X lat temu. Marta ma ogromną wiedzę odnośnie mąk, ciast, kremów, pieczenia – tego bezglutenowego, wegańskiego i bezlaktozowego też! Na dodatek piecze piękne torty! Patrzcie: TU i TUTAJ

 

Celiko, strona.

Biszkoptowa wiedza.

tiramisu i bez

Wegańskie&Bezglutenowe / Przepisy na cały tydzień

Lubię wegańskie. Zawsze powtarzam, że ta kuchnia otwiera głowę. Na nowe smaki, nowe połączenia, nowe pomysły. I jest taka.. czysta.

Jeśli brakuje mi inspiracji, książki i piękne zdjęcia już nie działają, a nie mam okazji nigdzie wyjechać, robię sobie kilka dni bez mięsa. I mimo, ze jem go stosunkowo niewiele, to przełączając tę wtyczkę w głowie (no-meat mode on), mogę zdziałać więcej.

Pszenicę odrzuciłam już ponad rok temu, łatwizna! Z glutenem bywa już różnie, bo czasem wkrada się nuda, ale jeśli pozwalamy sobie na dwa, maksymalnie trzy posiłki w tygodniu z jego udziałem (np. kilka łyżek mąki orkiszowej do naleśników lub kasza pęczak), to nie jest to skomplikowane. Z nabiałem było inaczej, bo choć baardzo lubię sery, długo już myślałam o tym, że nabiał jest dość nielogicznym elementem diety (nie licząc masła klarowanego). Znów: to kwestia decyzji. Najtrudniej jest mi pożegnać się z jajkami. Serio. Nie dojrzałam do tego jeszcze. Ale jeśli zdecydowałam się na wegański tydzień, znów zaczęłam szukać zamienników, innych niż tylko siemię lniane. Odkryłam, że chia, też namoczona w kilku łyżkach ciepłej wody, działa nawet lepiej. Zastępuje jajko w ciastach, w naleśnikach, w kotletach. Jest super!

No i strączkowe, szczególnie, że nie mamy tu jeszcze zbyt wiele nowych warzyw. I pestki. I oleje. I mleka roślinne, z którymi też jest świetna zabawa, bo przecież każde pasuje do czegoś innego.

Tak, weganizm jest świetną zabawą. Ale jeśli chcesz zabawić się dłużej – poczytaj trochę. Twoje ciało ma swoje potrzeby.

Jeśli z kolei W OGÓLE nie interesuje Cię weganizm – dorzuć kotleta. Mielone do makaronu, bekon do burgera, drobiowe do ryżu z warzywami, wołowe do nudli, wieprzowinę zjedz z kotletami gryczanymi i dorzuć jakieś fajne skwarki do niedzielnego obiadu. Może być też ryba. Masz mnóstwo możliwości. Ale.. może spróbuj najpierw bez, hm? Tylko spróbuj. A co, jeśli Ci jednak posmakuje..?

green soup

 

Cały ten tydzień wydarzył się na mojej stronie na Facebooku. Ale chciałam to zebrać w całość, tu, dla tych, którzy mnie jeszcze tam nie znaleźli. Są nazwy dni tygodnia i nazwy dań, zaraz za każdą nazwą jest link. Jeśli w niego klikniesz, otworzy Ci się osobna zakładka i – wow! – możesz to nawet ściągnąć na swój komputer.

 

PONIEDZIAŁEK

MAKARON KUKURYDZIANY z sosem “Romesco” -> DZIEŃ 1

WTOREK

WTORKOWY BURGER -> DZIEŃ 2

ŚRODA

RYŻ Z WARZYWAMI -> DZIEŃ 3

CZWARTEK

NUDLE, nie-nudne -> DZIEŃ 4

PIĄTEK

GRYCZANE CIASTKA / słone -> DZIEŃ 5

SOBOTA

WEGAŃSKIE BROWNIE -> DZIEŃ 6

NIEDZIELA

ZIELONA ZUPA -> DZIEŃ 7

 

Baw się dobrze!

K.

dlaczego Veg Deli?

Mam koleżankę. Obie wiemy, że jesteśmy dla siebie więcej niż koleżankami, ale nadal boimy się używać słowa na „p”.

Mieszkając jeszcze w Warszawie to ona była tą, z którą mogłam odkrywać nowe super miejsca z jedzeniem. To ona była tą, która zawsze miała chęć zjeść coś więcej niż pizzę i mogła słuchać moich wywodów o jedzeniu godzinami. Czasem zamykałyśmy wieczór drinkami w ulubionym miejscu (o tym innym razem), czasem wracałyśmy o 5 nad ranem. Czasem zwiedzałyśmy kolejne knajpy między zajęciami. Zawsze było inaczej, zawsze było dobrze.

W tamtym czasie nie jadłam mięsa, więc zazwyczaj jadałyśmy tam, gdzie mieli „jakieś opcje wege” (plus burgery wegańskie). Po tym, jak zamknęłyśmy nasze pięć lat studiów, tuż przed moim wyjazdem z Warszawy, na Facebooku wyszukałam Veg Deli. Trzy lata temu w Warszawie wegańskie jedzenie to była nisza i nie obejmowała ona restauracji z prawdziwego przypadku. Jak mogłybyśmy przegapić coś takiego?

Veg Deli, 2013
Veg Deli, 2013

Pamiętam menu i opisaną w nim historię miejsca, pamiętam possecco, pamiętam dziewczynę, która się nami zajęła i carpaccio z warzyw. Jedzenie było super proste, a miejsce miało w sobie ogromny potencjał. Polubiłam ich na Facebooku i obserwowałam przez kolejne trzy lata.

Śledziłam zdjęcia kolejnych dań, klikałam, czytałam, nie dali mi o sobie zapomnieć. Widziałam jak się rozwijają, jak dokładają starań, żeby gotować lepiej, bardziej dojrzale.

I kiedy wymyśliłam wywiady odnośnie nietolerancji pokarmowych, wiedziałam, że zacznę właśnie od tych wegańskich i wegetariańskich (ale też tych, które mają w swoim menu tego typu dania). Mam na to swoją teorię*. I tak, Veg Deli było pierwszym miejscem, z którego dostałam odpowiedź.

Diana należy do tych osób, których uśmiech wyczuwasz w wiadomości elektronicznej. Od początku była na tak, była elastyczna i dała nam pole manewru odnośnie ustawień, czasu, zdjęć, dźwięku. I mimo, że podczas każdego wywiadu mam w głowie tych kilka pytań, które muszę zadać, w tym przypadku to zupełnie nie było potrzebne. Popłynęłyśmy obie. Dziś nie nazwałabym tego wywiadem. To była rozmowa dwóch dziewczyn z gastronomii, które lubią jedzenie.

veg deli

 

I pojedliśmy. Główne i deser. Dwa dni pod rząd. Boczniaki, burger z quionoa, curry z orzechowymi koftami, pierożki (nie mogłam ich nie spróbować!). Desery? Wszystkie. Zjedliśmy wszystkie, jakie były w karcie. Kucharz, który widział moją minę nad panna cottą, tylko się uśmiechnął.

 

panna cotta

restauracja veg deli

orzechowe kofty

Cała magia w tym jedzeniu polega na tym, że każde danie jest dość proste, nieprzekombinowane. Ale w tym samym czasie, widzisz, że na każde z nich była wizja. Wszystko jest dograne, dobrane i przemyślane.

Dwa: atmosfera. Z otwartej kuchni słyszysz śmiech przy akompaniamencie talerzy, garów i blendera. Nie ma tak, że wchodzisz i czujesz się obserwowany od stóp do głów, nie zapada grobowa cisza, nawet jeśli jesteś pierwszym gościem. Czujesz tę otwartość i – jeśli posiedzisz tam chwilę – zgranie całego zespołu.

Mogę wymieniać dalej. Ale zamiast tego, dam Wam to: 

(oryginalnie Veg Deli robi burgery z grzybami portobello, ja zrobiłam to tak):

quinoa biała i czarna – ugotowana – około 1,5 szklanki

bakłażan i groszek cukrowy – pokrojone, podsmażone na oleju kokosowym

czosnek, tymianek, mięta, sól, pieprz – dorzuć do warzyw

dwa jajka, olej, mąka ryżowa – wymieszaj wszystko razem, tak, żeby się kleiło

Smaż na średnio wysokim ogniu, aż będą pięknie złote. Podawaj  z bułką i warzywami. Lub samymi warzywami, jako kotlety. Lub wcinaj same, na zimno, na ciepło, prosto z patelni.

Wróćcie jutro koniecznie!

Zobaczycie Dianę, usłyszycie jej wizję i pasję, i zobaczycie Veg Deli. Na własne oczy!

K.


Veg Deli, Radna 14, Warszawa

sami zobaczcie TU jakie cuda robią!


*Jeśli ludzie, którzy tworzą menu dla danego miejsca, z automatu myślą też o weganach (nie tylko wegetarianach!), bardzo prawdopodobnym jest, że znajdzie się też danie bez glutenu.

Inicjatywa była moim pomysłem, ale nie zrobiłabym tego bez Dziewczyn! Aga, Diana – dziękuję!