Skip to content

minimalizm w szafie (albo: najpierw styl, później minimalizm)

Siedemnaście.

Prawdopodobnie spędzasz przed szafą siedemnaście minut dziennie (trzynaście w przypadku mężczyzn). To są cztery pełne dni w roku, albo okrąglutkie pół roku jeśli liczyć od ukończenia liceum aż do emerytury. Pół roku z życia na decydowaniu się na głupią bluzkę! *

Nie wiem jak Ty, ale ja uważam, że są ciekawsze rzeczy do robienia niż przykładanie wagi do tego, jakie wrażenie wywołam na twarzach swoich sąsiadów lub współpracowników danego dnia, wybierając TEN CIUCH. Może wyrosłam z tego, a może to nigdy nie miało znaczenia.

W związku z tym, oprócz tego, że powoli sprowadzam swoją szafę do ponadczasowych klasyków i elementów, które można dowolnie łączyć, bo wszystko do siebie pasuje, to – jasna sprawa – ograniczam ilość. Nie kolekcjonuję ubrań, nie zbieram na zapas, na specjalne okazje. Mam to, co mam i staram się to wykorzystać jak najlepiej potrafię. Jeśli czegoś nie noszę – oddaję. Jeśli coś się sprawdza i noszę to w kółko – kupuję dwie pary i na chwilę mam spokój, aż mi się znudzi.

Wbrew pozorom – im mniej, tym większy dajesz popis swojej kreatywności i rozumiem to dwojako: Raz, że masz tylko kilka sztuk, które musisz je połączyć w jakiś sensowny sposób, więc tworzysz kombinacje, na które wcześniej – mając więcej – byś nie wpadła (bo nosiłaś komplety utartymi schematami). Dwa: mniej tracisz czasu i energii na decyzję. Tak, to prawda, że genialne umysły ograniczają swoją garderobę do kilku sztuk (tych samych ubrań) właśnie po to, żeby zaoszczędzić mózgowi niepotrzebnego wysiłku na rzecz mało ważną. 

I tak, jakiś czas temu znalazłam na Instagramie wyzwanie 10×10 by Lee (the Bee) Vosburgh. Dziesięć ubrań, dziesięć dni. Dopiero po fakcie dotarło do mnie, że buty wliczają się w 10 sztuk, ale – co potwierdziła też autorka całego zamieszania – na początek 10 sztuk samych szmat też będzie dobre. Pochowałam całą resztę ubrań (a nadal mam niewiele, więc nie był to problem), miałam do dyspozycji tylko to, co sobie wcześniej przygotowałam. Zrobiłam film poglądowy, który mógłby zawierać jeszcze przynajmniej kilka połączeń, ale uznałam, że nagrywanie siebie w ubrankach to szalenie nudne zajęcie, więc kombinacji jest dziesięć:

 

Wierzę w to, że jeśli masz swój styl, ilość ubrań nie będzie przeszkodą. Jeśli znasz siebie na tyle, że wiesz w czym czujesz się dobrze (a co za tym idzie: wyglądasz dobrze), nie gonisz ślepo za trendami na pięć minut. Znam i na co dzień podziwiam kobiety, które – bez względu na kształt, wielkość czy wagę – noszą się ze swoim ciałem i ubraniami tak, że świat się na chwilę zatrzymuje.

Z własnym stylem jest trochę jak z klasą – nie kupisz jej za żadne pieniądze, ale wielu rzeczy możesz się nauczyć. Zachęcam więc do nauki poprzez zabawę i (samo) świadomość. A tak już zupełnie serio: nie oglądaj się na innych. Nie bądź klonem. Bądź sobą.

 

K.

 

* https://www.allure.com/story/how-much-time-women-spend-picking-clothes

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *