Skip to content

jestem gdzieś pomiędzy

Poświęcasz cały swój czas i całe swoje siły żywotne temu, w co wierzysz. Zarywasz nocki, drylujesz między niewyspaniem a przemęczeniem, pracujesz za darmo, żeby robić więcej, próbujesz, ponosisz porażki, podnosisz się i znów próbujesz. Doceniasz proces. You hustle. 

Albo robisz tylko to, co musisz zrobić, a każdą wolną chwilę poświęcasz sobie. Uczysz się słuchać siebie, nazywać emocje, wyrażać je i być w tu i teraz. Wydłużasz swoje poranki, robiąc rzeczy, które lubisz, żeby poczuć się dobrze ze sobą. Self love.

Ja jestem gdzieś pomiędzy.

Uśmiechasz się do świata, całą sobą, cały czas. Uśmiechasz się już z nawyku, bo jest Ci dobrze, bo chcesz komuś zrobić dobrze, uśmiechasz się nawet wtedy, kiedy łzy cisną się na usta. 

Albo nie masz siły na nic, nie chce Ci się nic i w niczym nie widzisz sensu. Są dni, kiedy nie wychodzisz z łóżka, ale są też te, w których nikt nawet nie wie, że coś jest nie tak. 

Jestem gdzieś pomiędzy. 

Czujesz, że Twoje życie to skarb, dar, cenne chwile, więc doceniasz każdą z nich. Czerpiesz z życia garściami, cieszysz się tym, co masz, nie martwisz się na zapas. 

Albo masz poczucie, że nie wiesz nic. Nie wiesz dokąd idziesz i nie wiesz, czy droga, którą obrałaś jest słuszna i nie wiesz nawet jak długo jeszcze w niej wytrwasz. 

Jestem gdzieś pomiędzy. 

Tęsknisz za tym, co jest Ci znane, za domem, za Mamą, za czasem, który już nie wróci.

Albo robisz wszystko, żeby zbudować Nowe, od zera, tu, gdzie jesteś. 

Ja jestem gdzieś pomiędzy. 

Jedną nogą Tam, jedną Tu. 

Gdzieś pomiędzy najszczęśliwszym uśmiechem a zapłakaną buzią. Gdzieś pomiędzy snami na jawie a tęsknotą za tym, co było. Gdzieś pomiędzy spełnionym marzeniem a ciągłymi wątpliwościami. Między starą sobą a sobą. 

 


 

Notuję to i porzucam na kilka tygodni. 

Dopiero po tym czasie odkrywam, że to nie jest bycie pomiędzy. Dociera do mnie, że to jest właśnie proces. Nie zawsze jednostronny, bo przecież czasem wracam tam, gdzie już byłam. Nie zawsze to wszystko idzie w dobrą stronę, bo przecież popełniam błędy. Nie zawsze jestem też zadowolona z tego, że coś się (znów!) zmienia. Ale nic przecież nie jest na zawsze. I jeśli moje ciało przekształca się każdego dnia, to jakim sposobem ja miałabym stać w miejscu? Jak mogłabym nie chcieć próbować? Nie zmieniać swoich pomysłów? Niby jak mogłabym nie chcieć wciąż więcej i więcej?

Jestem w procesie. Wszystko wokół jest jak jeden wielki proces. Zmieniam się i przepoczwarzam i nic już nie jest takie samo.

Jestem w procesie, staję się nim i w końcu – W KOŃCU! – zaczynam to lubić. 

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *