Skip to content

jedna decyzja

Okej. Historia.

Lat temu cztery mieszkałam w Warszawie. Mieszkałam, studiowałam, pracowałam i męczyłam się strasznie. Sama ze sobą, głównie, ale też z ludźmi, a ludzie męczyli się ze mną. Byłam sfrustrowaną zimną suką, nie umiałam tworzyć związków ani dbać o relacje, poza *momentami* nie miałam chyba żadnej frajdy z tego co mnie otaczało. Miałam podrygi ćwiczeń, podrygi dobrych dni, podrygi miłosci do świata i ludzi. Miałam rutynę, którą się dusiłam. Kręciłam się w kółko w tym samym ciągle środowisku. Wieczorami, pracę magisterską zapijałam butelkami czerwonego wina. Porankami ratowałam się muzyką na słuchawkach. Jeśli miałabym użyć jednego tylko słowa na określenie tamtych czasów, byłoby to słowo: pustka. Nikogo nie obchodzi co było tego powodem, więc idźmy dalej.

Nie było żadnego dnia przełomowego. Bez fajerwerków, bez traumatycznego przeżycia, powoli zaczęło docierać do mnie, że muszę coś zmienić. Nie tylko MUSZĘ, ale: MOGĘ. Nie dbam o to jak dziwacznie to zabrzmi, ale miałam w głowie przeświadczenie, że jak tylko podejmę decyzję i będę konsekwentna – wszystko się ułoży. I wtedy nadszedł spokój. 

Podjęłam decyzję o wyjeździe z Polski. Wiedziałam, że życie lubi płatać figle, więc z góry obiecałam sobie, że nawet jeśli kogoś poznam – nie rzucę swoich planów dla niego. Mam nawet zapis w dokumencie, który wtedy jeszcze uzupełniałam w najsłabsze dni:

„Za pół roku, planując już Londyn, poznam Kogoś. Ważnego, fajnego, przy którym wreszcie coś poczuję. A ja nie będę w stanie się cofnąć. Bo jak się cofnę, ten Ktoś okaże się kolejną pomyłką i kolejne swoje plany zaprzepaszczę na rzecz jakiegoś Dupka. I nie będę się wcale cieszyć z tej wolności Tam, bo On będzie Tu. Bez- amen. Ale tak właśnie będzie.”

I tak właśnie było. Ale ta akurat historia ma dobre zakończenie.


Kiedy już docierasz do tego momenu i wiesz, że czas coś zmienić, pamiętaj: nie ma złych decyzji. To nie jest tak, że masz tylko jedną możliwość i, że to musi być JEDYNA SŁUSZNA decyzja i to taka, która od razu gdzieś Cię zaprowadzi. To tak nie działa. Musisz się ruszyć z miejsca. Ta pierwsza decyzja – jaka by nie była – gdzieś Cię doprowadzi. I stamtąd już o wiele łatwiej będzie Ci znów gdzieś ruszyć, bo już raz to zrobiłaś/eś. Później zostaje Ci tylko powtarzać to w kółko, aż dojdziesz tam, gdzie sobie założyłaś/eś. Po drodze i tak zmienisz wizję milion razy, będziesz musiała/ał dostosowywać się do zastanych sytuacji i ludzi, ale w życiu nie chodzi przecież o to, żeby przejść je najprostszą drogą, prawda?

Mam wokół siebie kilka wspaniałych kobiet. I tak jak my wszystkie, one też mają swoje przemyślenia, wątpliwości, obawy i problemy. I chcą coś zmienić i się boją, i próbują i nadal twierdzą, że za mało. Regularnie się nie doceniają i zapominają o tym, jakie są silne i ile przeszły. I nie byłoby ich dziś przy mnie i nie mogłabym dać im swojego wsparcia gdyby nie ta jedna decyzja o wyjeździe. Bo to był mój mały wielki początek niekończącej się pracy nad sobą i zmian.

Jeśli ja mogę – to i Ty. Ruszaj.

 

K.

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *