Skip to content

gdzie byłam? relacja z wydarzenia Food 3.0 w Oslo

W poniedziałek byłam na super fajnym wydarzeniu Food 3.0 w Oslo, o którym pisałam TU, TU i mówiłam też TUTAJ (film niżej). Ze swojej strony polecam też dokument Leonardo „Before the flood” – do obejrzenia na YouTube. Jeśli więc jesteś świadoma tego, że trzeba dbać o środowisko, ale nadal uważasz, że to trudne – to jest ten moment, żeby ten film obejrzeć. A jeśli nadal czekasz na znak, żeby w ogóle zainteresować się tematem – TO JEST TEN ZNAK.

Kilka pomysłów, które zapadły mi w pamięci*:

EPLESLANG . Wiem, że dla niektórych wyda się to dziwne, ale w Norwegii nie wszyscy ludzie wykorzystują drzewa i krzewy owocowe, które mają w ogrodach. I ta firma to jest właśnie odpowiedź na problem: zatrudniają ludzi, którzy zbierają niechciane jabłka i produkują z nich sok. Lokalność 100%, prawda? I dwa dobre uczynki w jednym: dawanie ludziom pracy plus oczyszczanie ogrodów ze spadków. Win – win!

BySpire – vertical farming. Znów idziemy w lokalność (ograniczenie transportu ogranicza zanieczyszczenie, wiadomo). Jeśli Norwegia importuje zioła – dlaczego nie stworzyć warunków, w których będziemy w stanie hodować świeże zioła cały rok, zapewniając im idealne warunki? Wykorzystując każdą daną przestrzeń i budując hale z pionowo ułożonymi warstwami dla roślin? Można? (Musisz tu też wiedzieć, że w Norwegii jest bardzo niewiele pól uprawnych, które nadają się do czegokolwiek, stąd szukanie alternatywnych rozwiązań)

Food.Evolution. Taki trochę powrót do korzeni. Biodynamiczne zasady uprawy roślin, mówi Ci to coś? Nie wiem jak Ty, ale ja pamiętam te kalendarze z domu, moja Mama zawsze siała zgodnie ze wskazówkami w nich zawartymi. Odchodzenie od pryskania chemią, ekologiczne uprawy, plus kontakt z rolnikiem. Relacje. Bo jedzenie to nigdy nie jest tylko jedzenie.


Od siebie dodam tyle: naprawdę można jeść proste jedzenie i się tym nie nudzić. Naprawdę da się funkcjonować bez nabiału (lub jeść go mniej) i da się ograniczyć spożywanie mięsa. To są te małe zmiany, które stopniowo wprowadziłam na przestrzeni trzech lat i wiesz co? To nie boli. To wszystko jest w Twojej głowie. To, jak do tego podejdziesz. Czy zrobisz sobie listę rzeczy, których od dziś chcesz unikać i będziesz nad nią płakać wieczorami czy raczej skupisz się na wszystkich tych produktach, które nie tylko są dobre i smaczne, ale otwierają głowę na nowe kombinacje smakowe, o których nawet nie śnisz! Czy dalej będziesz twierdzić, że „przecież jedna osoba nic nie zmieni” czy może zaczniesz bawić się jedzeniem jak 31T (BIT) & Another New Design Studio i tym samym dbać o środowisko chociaż na małą skalę?

Dlaczego dziś idziemy do sklepu po jedną konkretną rzecz, bo mamy zachciankę lub – bo zabrakło do przepisu? Oczekujemy słodkich truskawek zimą, nie zastanawiamy się skąd są warzywa, które pakujemy do koszyka i ciągle tylko szukamy nowych super produktów.

Nie zrozum mnie źle – uwielbiam próbować nowych rzeczy, a importowane mąki z wielu zakątków świata ratują mi tyłek przy mojej bezglutenowej diecie. Ale. Najbardziej w świecie tęsknię za bazarami. Za starszymi kobietami, które wstają co świt i dojeżdżają do miasta po to tylko, żeby sprzedać marchewkę, którą udało im się wyhodować na małym skrawku ziemi. O którą dbały noc i dzień, jak o swoją. Brakuje mi jajek bez tych cholernych pieczątek. Brakuje mi pachnących jabłek i pomidorów. Brakuje mi tego, że jak idę do sklepu to nie mam kogo spytać o to, jaki miałby pomysł na te piękne świeże szparagi. Kupuję warzywa w plastikowych torebkach i liczę na to, że tego lata w końcu uda mi się znaleźć farmę, na której kupię jarmuż i cukinię i pogadam z rolnikiem o tym, co jedzą na kolację w ciepłe letnie wieczory.

Jakość produktów, nie ilość. Sezonowość i lokalność. Tak się kiedyś jadło. 

Póki co, dalej będę robić swoje: proste przepisy bazujące na warzywach, do których możesz dorzucić co tam sobie chcesz. Dziś kasza gryczana i bób, który wygrzebałam w zamrażarce u emigrantów. Był zapakowany w torebkę, totalny no name.

 

KASZA GRYCZANA I BÓB

kasza gryczana – ugotowana

bób mrożony (ja trafiłam na taki bez skórki)

duża garść orzechów nerkowca

łyżka mleka kokosowego

świeży koperek, świeża mięta

mały ząbek czosnku

oliwa, sól, pieprz, sok z cytryny

 

Bób, zmrożony, wrzuć na suchą patelnię i praż, aż będzie miejscami brązowy (10/15 minut). Posól, popieprz do smaku.

W blenderze zmiksuj orzechy z łyżką mleka kokosowego, czosnkiem, sokiem z cytryny, solą i ciepłą wodą. Później dodaj koperek i znów zmiksuj na gładką masę. Ten sosik jest słodkawy i dobrze zgrywa się ze słonym bobem.

Serwuj kaszę wymieszaną z koperkowym sosem, na to kładź bób i syp miętą. Polej oliwą z oliwek.

 

Czasem jest tak, że wszystko czego potrzebujesz do stworzenia super dania to: zioła. Albo odpowiednie przyprawy.

Smacznego!

K.

 

*Wszystkie powyższe to Startupy. To znaczy, że w jakimś stopniu potrzebują wsparcia (nie tylko finansowego). Jeśli znasz kogoś, kto inwestuje w tego typu idee (lub sama czujesz, że chcesz) – klikaj w linki i kontaktuj się z nimi. To otwarci ludzie z wielkimi ideami w głowach. Fajni Ludzie. 

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *