Skip to content

dlaczego wróciłam do Polski?

Minął miesiąc. Nie mogłam się zabrać do pisania i trochę nadal nie wiem jak to wszystko zebrać w jakąś sensowną całość, więc dzielę się moimi zapiskami. Zaczynałam pisać trzy razy i te trzy razy wrzucam. Są dość chaotyczne jak moje życie tutaj. Nadal. Tak.

 

1.

Jestem. Żyję i chłonę starą – nową rzeczywistość całą sobą, dziwiąc się wszystkiemu jak dziecko. Próbuję oswoić się z tym tempem, dogonić tych wszystkich ludzi, którzy ciągle gdzieś biegną i jeśli coś mówią to takstrasznieszybko. Przyzwyczajam się do zgiełku miasta, który mam za oknem i który zafundował mi nieprzespane pierwsze noce. Dostaję oczopląsu na ilość ludzi na chodnikach i przejściach dla pieszych, kiedy tak stoję ze swoim rowerem czekając na zielone. Jestem człowiekiem, który po trzech latach w (prawie) lesie wraca do miasta. Uczę się Warszawy na nowo. Kosmos, mówię Ci! 

 

Po równym co do dnia miesiącu jestem turystką. Już może nie człowiekiem z lasu, ale nadal nie tym, który mieszkał tu przecież pięć lat. Odstaję i nie przeszkadza mi to ani trochę. Ale równocześnie czuję, że tu przynależę. Uśmiecham się czasem pod nosem na zasłyszane gdzieś obok rozmowy, zagaduję starszych ludzi kupując od nich warzywa i tylko milczę, kiedy słyszę ton tych, którzy wyżywają na innych swoje frustracje. Ja to wszystko tak bardzo znam. I nawet jeśli do końca nie rozumiem, nawet, jeśli ja reaguję czy zachowuję się inaczej, to znam to. W jakimś stopniu też jestem właśnie taka.

Emigracja nauczyła mnie jednego: jestem jak inni Polacy. Mniej lub bardziej – jestem. I już do końca życia będę się w myślach uśmiechać do tych co zaperzają się mówiąc, że oni „nie są typowymi Polakami”. Bo oni jeszcze nie wiedzą, że to tak bardzo polskie.

 

2.

Nie oczekuję, że to zrozumiesz. Nie piszę tego też po to, żeby się wytłumaczyć. To są moje, w pełni świadome decyzje i proces, którym się dzielę. Bo może i Ty się męczysz i nie wiesz co robić i szukasz rozwiązań? 

DLACZEGO WRÓCIŁAM DO POLSKI

Poprzednim razem pisałam o tym, jak to się stało, że wyjechałam z Polski. I wydawać by się mogło, że ta jedna decyzja zapewni mi życie w krainie szczęśliwości do końca życia. Zaskoczę Cię – bo znów – to tak nie działa. A już na pewno nie w moim przypadku. 

Tuż przed wyjazdem z Norwegii rozmawiałam ze znajomą. Mówi mi, że ona się tam odnalazła. I ja to totalnie rozumiem, bo mówiłam dokładnie to samo – dwa lata temu. Było mi tam dobrze, bezpiecznie, spokojnie, pożegnałam dawne trupy z szafy i – robiąc wiele wiele rzeczy, z którymi miałam styczność po raz pierwszy w życiu – nabrałam pewności siebie i siły. Odwaliłam kawał dobrej roboty, której nie widać, tej nażmudniejszej – pracy nad sobą i swoimi zachowaniami, które z czegoś przecież wynikały, ale miały raczej negatywny wpływ na moich najbliższych. Na własnej skórze przekonałam się jak to jest mieć swoją firmę, prowadzić księgowość, tworzyć stronę, budować markę czy nawet biznes online. Umiem szlifować, frezować i wyliczać zwrot ROI z inwestycji. Nauczyłam się robić filmy i pokochałam to całym serduchem. Dowiedziałam się o sobie samej nowych rzeczy i wiem już, że mogę więcej. I po coś to wszystko było. Ale. To nie jest stan constans. Ja się zmieniam. 

I nie mam tu na myśli tego kręgosłupa moralnego czy największych planów, które mam jak obrazki porozlejane w mojej głowie. Mam tu na myśli mniejsze rzeczy, ale nadal – priorytety. To też kwestia tej elastyczności, którą dobrze jest jednak w sobie mieć jeśli chce się zrobić swoje. Bo nie zawsze da się po najprostszej linii i nie zawsze ma to sens. 

Więc wracam i choć nie wiem na jak długo – będę walczyć dalej. Będę walczyć tu i w każdym innym nowym miejscu.

Powiedziałam jej – tej znajomej – że mam nadzieję, że tak już będzie zawsze. Że zawsze już będę miała potrzebę zmian, potrzebę dążenia do *więcej*, *lepiej*, *mocniej*. Że nie chcę stanąć w miejscu. Nawet jeśli będzie to oznaczało tułanie się po różnych krajach przez kilka najbliższych lat. 

 

Pisałam to, żeby zrzucić z siebie to zdziwienie ludzi, z którymi dzieliłam się swoimi planami. Nie było ich wielu, bo Ci, którzy są ze mną najbliżej wiedzieli, że zmiany są mi potrzebne i bardzo mnie wspierali za co ogromnie im dziękuję. To oni naładowali mnie spokojem i wiarą w to, że to moje 50/50 strachu i ekscytacji to dobry objaw.

A później, będąc już tu, poczułam, że to czas i miejsce. Teraz tylko muszę to do cna wykorzystać.

 

3.

Dokładnie cztery lata temu byłam już na wylocie z Warszawy, zamykając studia i szykując się na Londyn, z założeniem, że w końcu spróbuję pracy na kuchni. Rok temu, mieszkając w pięknej wioseczce w Norwegii, zaczęłam swoją przygodę z filmami, najpierw nagrywając newslettery w których gotowałam i mówiłam o jedzeniu, później publikując już znacznie więcej i częściej. Tydzień temu wróciłam do Warszawy. Pracuję w miejscu, które sobie wymarzyłam i powoli rozkręcam się ze swoją listą filmów, które chcę tutaj zrealizować.

 

Znalazłam swoje stare zapiski jeszcze z czasów studiów. Przeczytałam. Przypomniałam sobie siebie i to, z czym wtedy walczyłam. Przypomniałam sobie moje trupy z szafy, nieudane relacje, zagubienie i autodestrukcję. I znalazłam też zapiski odnośnie mojej decyzji o wyjeździe i te totalnie abstrakcyjne na tamten czas wizje upragnionego związku. Spojrzałam na M, który siedział obok i pobeczałam się w głos. Bo po tych kilku latach wreszcie dotarło do mnie, że to moja praca doprowadziła mnie tu gdzie jestem i do tego, co mam teraz, niematerialnie. Że to moja robota i nikt mi tego nie odbierze. Że jestem o milion lat świetlnych od tego, co wtedy, nawet jeśli Ty znów widzisz mnie w Warszawie i myślisz, że wróciłam do tego co robiłam wcześniej. Że wróciłam, bo „mi się nie udało”. Udało się. I właśnie dlatego znów tu jestem.

 

K.

2017.

2 komentarze

  1. Anna Anna

    Nie mam teraz kompletnie czasu, bo siedzę w robocie, żeby Ci napisać dosadnie, jak ważny jest to dla mnie tekst. Z jak wieloma rzeczami się zgadzam. Z rozterkami głównie, z Twojej przeszłości, a z mojej teraźniejszości. Z pragnieniami, które miałaś, i sposobem, w jaki zostały one zrealizowane. Pragnę tej ucieczki, ale tylko po to, by „powrócić” tak, jak Ty to zrobiłaś. Dokładnie tak.

    Mam do Ciebie mnóstwo pytań. Pozwól, że tu jeszcze wrócę.

    • kanielak kanielak

      Anna! Dziękuję, że napisałaś <3 Wracaj i pisz do mnie, kocham dostawać wiadomości i czytać historie! (mail na górze strony, jakby co 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *