Skip to content

dlaczego Veg Deli?

Mam koleżankę. Obie wiemy, że jesteśmy dla siebie więcej niż koleżankami, ale nadal boimy się używać słowa na „p”.

Mieszkając jeszcze w Warszawie to ona była tą, z którą mogłam odkrywać nowe super miejsca z jedzeniem. To ona była tą, która zawsze miała chęć zjeść coś więcej niż pizzę i mogła słuchać moich wywodów o jedzeniu godzinami. Czasem zamykałyśmy wieczór drinkami w ulubionym miejscu (o tym innym razem), czasem wracałyśmy o 5 nad ranem. Czasem zwiedzałyśmy kolejne knajpy między zajęciami. Zawsze było inaczej, zawsze było dobrze.

W tamtym czasie nie jadłam mięsa, więc zazwyczaj jadałyśmy tam, gdzie mieli „jakieś opcje wege” (plus burgery wegańskie). Po tym, jak zamknęłyśmy nasze pięć lat studiów, tuż przed moim wyjazdem z Warszawy, na Facebooku wyszukałam Veg Deli. Trzy lata temu w Warszawie wegańskie jedzenie to była nisza i nie obejmowała ona restauracji z prawdziwego przypadku. Jak mogłybyśmy przegapić coś takiego?

Veg Deli, 2013
Veg Deli, 2013

Pamiętam menu i opisaną w nim historię miejsca, pamiętam possecco, pamiętam dziewczynę, która się nami zajęła i carpaccio z warzyw. Jedzenie było super proste, a miejsce miało w sobie ogromny potencjał. Polubiłam ich na Facebooku i obserwowałam przez kolejne trzy lata.

Śledziłam zdjęcia kolejnych dań, klikałam, czytałam, nie dali mi o sobie zapomnieć. Widziałam jak się rozwijają, jak dokładają starań, żeby gotować lepiej, bardziej dojrzale.

I kiedy wymyśliłam wywiady odnośnie nietolerancji pokarmowych, wiedziałam, że zacznę właśnie od tych wegańskich i wegetariańskich (ale też tych, które mają w swoim menu tego typu dania). Mam na to swoją teorię*. I tak, Veg Deli było pierwszym miejscem, z którego dostałam odpowiedź.

Diana należy do tych osób, których uśmiech wyczuwasz w wiadomości elektronicznej. Od początku była na tak, była elastyczna i dała nam pole manewru odnośnie ustawień, czasu, zdjęć, dźwięku. I mimo, że podczas każdego wywiadu mam w głowie tych kilka pytań, które muszę zadać, w tym przypadku to zupełnie nie było potrzebne. Popłynęłyśmy obie. Dziś nie nazwałabym tego wywiadem. To była rozmowa dwóch dziewczyn z gastronomii, które lubią jedzenie.

veg deli

 

I pojedliśmy. Główne i deser. Dwa dni pod rząd. Boczniaki, burger z quionoa, curry z orzechowymi koftami, pierożki (nie mogłam ich nie spróbować!). Desery? Wszystkie. Zjedliśmy wszystkie, jakie były w karcie. Kucharz, który widział moją minę nad panna cottą, tylko się uśmiechnął.

 

panna cotta

restauracja veg deli

orzechowe kofty

Cała magia w tym jedzeniu polega na tym, że każde danie jest dość proste, nieprzekombinowane. Ale w tym samym czasie, widzisz, że na każde z nich była wizja. Wszystko jest dograne, dobrane i przemyślane.

Dwa: atmosfera. Z otwartej kuchni słyszysz śmiech przy akompaniamencie talerzy, garów i blendera. Nie ma tak, że wchodzisz i czujesz się obserwowany od stóp do głów, nie zapada grobowa cisza, nawet jeśli jesteś pierwszym gościem. Czujesz tę otwartość i – jeśli posiedzisz tam chwilę – zgranie całego zespołu.

Mogę wymieniać dalej. Ale zamiast tego, dam Wam to: 

(oryginalnie Veg Deli robi burgery z grzybami portobello, ja zrobiłam to tak):

quinoa biała i czarna – ugotowana – około 1,5 szklanki

bakłażan i groszek cukrowy – pokrojone, podsmażone na oleju kokosowym

czosnek, tymianek, mięta, sól, pieprz – dorzuć do warzyw

dwa jajka, olej, mąka ryżowa – wymieszaj wszystko razem, tak, żeby się kleiło

Smaż na średnio wysokim ogniu, aż będą pięknie złote. Podawaj  z bułką i warzywami. Lub samymi warzywami, jako kotlety. Lub wcinaj same, na zimno, na ciepło, prosto z patelni.

Wróćcie jutro koniecznie!

Zobaczycie Dianę, usłyszycie jej wizję i pasję, i zobaczycie Veg Deli. Na własne oczy!

K.


Veg Deli, Radna 14, Warszawa

sami zobaczcie TU jakie cuda robią!


*Jeśli ludzie, którzy tworzą menu dla danego miejsca, z automatu myślą też o weganach (nie tylko wegetarianach!), bardzo prawdopodobnym jest, że znajdzie się też danie bez glutenu.

Inicjatywa była moim pomysłem, ale nie zrobiłabym tego bez Dziewczyn! Aga, Diana – dziękuję!

2 komentarze

    • kanielak kanielak

      Dzięki, naleśniki! 😉

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *