Skip to content

ciałopozytywność i czego nauczyła mnie moja Mama

Dużo myślę ostatnio o samoakceptacji, ciało-pozytywności, świadomości. Pewnie dlatego, że po raz kolejny mam szczęście pomieszkiwać w kraju, w którym dziewczyny są szalenie piękne, naturalnie. Gapię się więc i podziwiam: ich styl, ich prawie zupełny brak makijażu, ich codzienne zajęcia. Natchnęło mnie to do naskrobania o mojej Mamie. 

Story time!

Wspominając swoje (bardzo) młodzieńcze lata, szkołę podstawową i mieszkanie w bloku, mam w tym wszystkim obraz mojej Mamy: mądrej, silnej i niesamowicie pracowitej kobiety. I wiem, że Jej obraz siebie odbiega od mojego, ale Mamo, doczytaj do końca: to są wspomnienia córki wpatrzonej w swoją Matkę.

 

Moja Mama nigdy nie wstydziła się kąpać przy nas. Przeciwnie – wiele ważnych, kobiecych rozmów odbyło się w zaparowanej, małej łazience, kiedy Mama brała prysznic, a ja siedziałam z podkulonymi nogami na podłodze, z głową zadartą w Jej stronę. Jako dziewczynka, a póżniej dojrzewająca nastolatka mogłam obserwować Jej dorosłe już ciało i oswajać się z tym widokiem.

Moja Mama prawie się nie maluje. W naszych rodzinnych albumach zachowały się zdjęcia Mamy w trwałej, z kreską na oku, szmince, ubranej we własnoręcznie uszyte spódnice i mówię Ci: moja Mama była Petardą. Do dziś nie używa podkładu, a cerę ma nieporównywalnie piękniejszą od mojej. I choć na co dzień używa już tylko pomadek i nadal lubi kombinować z ciuchami, uważam, że jest piękna i mam nadzieję zestarzeć się jak Ona.

Szukałam tego w swojej pamięci wiele wiele razy, ale nie mogę sobie przypomnieć ani jednej sytuacji, w której moja Mama narzekała na siebie, na swój wygląd, na ciało. Wiem, że w młodości była bardzo szczupłą dziewczyną (48kg w dniu ślubu!), a Jej ciało po dwóch ciążach zmieniło się, ale ani razu nie usłyszałam z Jej ust: „muszę przejść na dietę”, „muszę schudnąć”, „jestem taka gruba, muszę wziąć się na siebie”. Moja Mama jadła wszystko, a póżniej, w tym trudnym czasie mojej anoreksji, bardzo pomagała mi przywrócić myślenie o jedzeniu na właściwy tor.

I dopiero dziś dociera do mnie jak wielką jestem szczęściarą. Bo za swój wzór miałam Matkę, która mimo, że prawdopodobnie nie uważała się za idealną, nigdy nie narzekała. Która nie walczyła z naturą. Która nie poprawiała się. Która podświadomie przekazała mi, że ja też nie muszę.

 

 

 

Dziękuję, Mamo.

 

 

// zdjęcia zrobił: http://tomasztolloczko.com 

Be First to Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *